#
fotosynteza
Fascynujące, jak to obowiązek nauki potrafi w człowieku wywołać twórcze zapędy.
Na tyle twórcze, że o proszę, udało mi się złożyć zdanie.
Prof.Srocz nieodmniennie zachwyca, insynuując nam, że w kolaboracji wysłaliśmy jej źle, bądź nie wysłaliśmy jej wcale prac zaliczeniowych. Zatem, przeczytać ich nie mogła, co nie zmienia jednak faktu, że napisane są fatalnie. I, że jak nie napiszemy jeszcze raz, to możemy się z Magisterium pożegnać.
A im więcej do roboty, tym jak wiadomo, najłatwiej o produkcję uboczną.
Więc sprzątam, gotuję, chodzę bez celu, a przede wszystkim chodzę bez celu. W kółko.
W sumie, to czasami ogarnia mnie ochota, dobrowolnie pożegnać się z dalszą edukacją, a tym bardziej z Magisterium.
W sumie, to mogłabym sobie tak wegetować, to całkiem proste i niewymagające. Tylko teraz to tak trochę głupio zaczynać, bo słońca brak i nie ma za bardzo jak fotosyntezować.
Poza tym nie mam problemów. Żadniutkich.
by irouge | 2010-01-29 22:13:53 |
skomentuj! (0)
#
Odtwórczość
Przerabiam.
Nie robię.
Literuję, ale nie stawiam liter.
Jestem kompletnie od-twórcza, i za grosz nie mam pojęcia, co z tym fantem, w ogóle.
Dlatego zawieszam akcję do odwołania. Tą, tam
tą i jeszcze tamtą-tą.
Sorry Winnetou.
by irouge | 2010-01-27 10:16:51 |
skomentuj! (0)
#
-25
Wracając od Osobistego słucham radia.
Zresztą, zawsze prowadząc słucham radia, ot ponieważ nie stać mnie na super-auto-tuner z czytnikiem kart USB, pendrive'ów, MiniDisców i innych nośników pamięci (gdzie czytnik płyt CD jest słodkim dodatkiem dla tradycjonalistów).
Jest godzina dziesiąta, stacja podaje niusa na poniedziałek - w Białymstoku zanotowano rekord niskiej temperatury tej zimy: minus dwadzieścia pięć stopni. Myślę,
no nieźle, jak za starych dobrych czasów. Ocieplenie klimatu miało i ma najwyraźniej miejsce tylko w Kopenhadze. Spikerka prezentuje kilka opinii mieszkańców Białegostoku na temat owego rekordu, a potem zaczyna lament na temat potworności zimy.
I myślę -
znowu.
Codziennie, od kiedy spadł pierwszy śnieg, gdy odpalam auto, gdy włączam radio, uderza mnie fala marudzenia na zimę. Zima jest straszna, zima jest brzydka, potworna i najlepiej gdyby w ogóle jej nie było. Przepraszam bardzo, ale nie potrafię się z tym nijak zgodzić.
Szosa, którą jadę jest w miarę czarna, nade mną pochylają się konary drzew, pokryte miękkim puchem śniegu, dookoła pola skrzącej się w słońcu białej kołderki - czuć bijącą z okolicy spokój i ciszę, czystą łagodność. I myślę - jest fajnie. Ok, jest minus siedem stopni, nie mam zimowych butów, a dłonie cierpną mi na kierownicy, ale przecież nie jest źle.
Dlatego postuluję o zaprzestanie obrażania zimy! Zima JEST fajna, jest bajkowa, zimą można się fajnie bawić, zima jest romantyczna, nawet jeśli jest zimno, nos czerwony a w piędziesięciu warstwach ubrania, dwumetrowych zwojach szalików na szyi i wielkich czapkach wyglądamy jak kreatury. Zimy nie można skreślać jako paskudnej niechcianej pory roku, nie zgadzam się na to. Wydaje mi się, że łatwiej znieść jest siarczysty mróz, niż żar lejący się z nieba przez 12 godzin, który potem zmienia się w duszną, pełną komarów, noc.
Zaznaczam od razu - nie jestem morsem, w ogóle to najbardziej lubię chyba wiosnę. Nie zmienia to jednak faktu, że tracimy serce do zimy, a zima jest dobrą, ważną i piękną porą roku.
Ogólnie rzecz biorąc, wydaje mi się, że równie niekomfortowe są dla nas i mrozy, i upały. Dlaczego więc nie jęczymy 21 czerwca, że oBożekiedytolatosięwreszcieskończy?
by irouge | 2010-01-04 23:41:56 |
skomentuj! (0)
#
mery krysmesy
Przemyśliwuję sobie.
Bo mam plan.
Mój plan na imię ma Tekst.
Jako, źe ja z kolei na trzecie powinnam mieć "słomiany zapał", zapewne uraczę się początkiem planu, a reszta odejdzie w bliższą lub dalszą, a w każdym razie nieokreśloną przyszłość. To nieważne, ważne że jest plan.
Więc zamiast dumać sobie o parkour, o którym mam opowiadać w całkiem doraźnej przyszłości, to dumam sobie o Tekście. I tylko trudno mi wydumać pierwsze zdanie. Trochę głupio.
Świnta w 2/3 odrobione. Bokiem mi już wychodzą wszystkie pyszności, stąd też eksploatuję formę bezokolicznikową - nie mam za bardzo siły myśleć. Jutro mi jeszcze zostało, u Osobistego. A potem to chyba naprawdę umrę z przejedzenia.
Największym absurdem - dotychczas - tych świąt jest fakt, że choć jest ze mnie najzagorzalszy innowierca-poganin w domu miałam najwięcej frajdy kręcąc się po kuchni i śpiewając z Frankiem kolędy. Reszta familii chodziła i warczała, bądź cierpiała, i próbowała zepsuć reszcie humor.
Ach świnta. :)
by irouge | 2009-12-25 21:18:30 |
skomentuj! (0)
#
you've got the love
Jestem zmęczona i chciałabym ustawić pauzę na życie. Na refleksję, na spokój, nastawiona na odbiór. Miłość, spokój, harmonia, zjednoczenie. Tak cholernie trudno załapać te uczucia w obecnym świecie.
.
.
.
Ja jestem jednak nie-współczesna.
I tak sobie myślę, że może jak wreszcie, za przeproszeniem, pierdolnę na ten zadek, to się zarazem odbiję od tego dna, nad którym sobie balansuję wesoło od jakiś 3 lat i wtedy naprawdę dokonam ZMIANY. I skończy się ta pokuta, która choć stała się częścią mnie - nie leży w mojej naturze.
Tak sobie myślę.
I tak se.
by irouge | 2009-12-08 19:09:37 |
skomentuj! (0)