I've little patience with the seasons here, but your arrival eased this winter's chill
2009
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień

nienachalna reklama: male | scarabee | zaskoczona | zimno | żywia
©irouge | źródło:da
sponsor:blog.pl | kontakt: @

Hidden Chamber ©Neil Gaiman


statystyka
# love is strange

Historia Kobieciarza jest długa i namiętna (jak się można domyślić), ale wśród rozlicznych podbojów i przebojów, o jakich słyszałam, w których uczestniczyłam dobrym i złym słowem, opowiem o jednym.

Jakoś ze trzy lata temu Kobieciarz roztoczył swe uroki nad naszą wspólną koleżanką z uczelni - Mróweczką-Kluseczką. Poczynił tak, jak mniemam, w odruchu bezwarunkowym (Kobieciarz jest nieuleczalny), chcąc tym samym wyrazić swą platoniczną sympatię względem Mróweczki-Kluseczki, ale ona - dziewczę naiwne, poczytała to za sygnał i zakochała się.

Ot, nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że trwa w tym stanie po dziś dzień, mimo iż od Kobieciarza otrzymuje ledwie ochłapy zainteresowania. Co by nie powiedzieć, Kobieciarz igra z uczuciami Mróweczki, na jaki temat prawie mu kazania od dawna i co staje się źródłem antagonizmów między nami. Są jednakże momenty, gdy mnie samą Mróweczka zadziwia do tego stopnia, że gaśnie mi sympatia dla niej i wtedy wcale się mu nie dziwię.
Na przykład, gdy wdzięczy się do niego w sposób, jak mniemam dla niej - kokieteryjny, choć jak dla mnie troche mdławy, a przy tym wie, że Kobieciarz nie odwzajemnia jej gorącego uczucia. Mówi, że to silniejsze od niej.
Ale - nie dość na tym! Mróweczka, kobieta 23-letnia, spotyka wreszcie swoją rywalkę, idącą pod ramię wraz z Kobieciarzem. Jawnie ją ignoruje, jawnie kokietuje, a na drugi dzień zjawia się w trwałej ondulacji, celem upodobnienia do swego wroga... i nie ustaje w wysiłkach.

Usłyszawszy tą historię dzisiaj, przekazuję ją Wam tutaj, ponieważ dziwi mnie strasznie jak mocno kobieta może się w nieszczęśliwej miłości upodlić. Jak wiele szacunku dla samej siebie można stracić, ile dumy odrzucić, byle zdobyć uczucie kogoś, kto na nas - w zasadzie - nie zasługuje. Nie, Kobieciarz nie zasługuje na taką miłość, jaką żywi do niego Mróweczka, jakkolwiek byłaby ona naiwna.
Jestem ekspertką jednostronnych miłości, ale nigdy, na wszystkich Bogów, nigdy nie pozwoliłabym być laleczką w rękach mojego zauroczenia. Nie potrafię zrozumieć, jak można odrzucić wszystko - i wszystkie swoje ideały, i granice, jak można fizycznie upodabniać się do dziewczyny swojego ukochanego, tak by rzekomo zwiększyć swe szanse.
A nade wszystko - nie rozumiem tej rozpaczliwej nadziei, że mimo iż nie zainteresował się mną przez szmat czasu, był i nie był zajęty, to mogę mieć szansę odbić go z rąk tej, którą sobie akurat upatrzył.
No, po prostu nie rozumie.

Pozostając w nieustajacym szoku - rouge.

by irouge | 2009-11-20 22:28:06 | skomentuj! (0)

# rzeźbienie w gównie

5 godzin migreny później nabieram wigoru i zasiadam do starej baśni, którą kiedyś tam poczęłam komponować.
Nie da się tego z niczym porównać.
To jest jak, za przeproszeniem - rzeźbienie w gównie.
Tak bardzo z wprawy nigdy jeszcze nie wyszłam.
Każdy przecinek to jakieś katusze.
Ale zaparłam się.


Więc rzeźbię dalej.

by irouge | 2009-11-19 21:32:31 | skomentuj! (0)

# lumbago

Śnią mi się ostatnio niebywałe rzeczy. Zapewne jest to związane z faktem, że celem ochrony przed szalejącym po nocy kocim inwentarzem, zamykam drzwi i tak już dusznego pokoju. Ale jakie są za to efekty!
Śnią mi się historie zdumiewające - jak na przykład wędrówka do ściśle chrześcijańskiego kasztelu (co prawda, trochę to przypominało konwent, albo jakiś LARP, ale zawsze...), do którego dostać się można było jedynie specjalnym latającym autobusem (kasztel znajdował się w chmurach) lub opowieści eschatologiczne - główna ulica Miasta Gangsterki w płomieniach, podzielona na dystrykty, w których sieje się zaraza - mroczny romantyzm naszych czasów. Ja oczywiście - w samym centrum zdarzeń: najpierw uciekam przed pożarem, by trafić w siedlisko epidemii.
Są też epizody przerażające, jak na przykład wątek Mater posiadającej kochanka sztuk jeden, o którym wie cała rodzina, a który jest bagatela 30 lat od niej młodszy...
W zasadzie najbardziej przeraża mnie różnica wieku, reszta jakoś mnie już niewiele obchodzi.
Co prawda, muszę przyznać, że i ten kasztel sprawiał, iż trochę się bałam. Bałam się, że wykryją się moje nie za chrześcijańskie poglądy na tematy religijne, co rzecz jasna groziłoby mą śmiercią, a w najlepszym razie wygnaniem. W zasadzie najmniej bałam się końca świata, co dziwi. Najwyraźniej moja nerwica akurat nie obejmuje takich dziedziń życia, jak apokalipsa - ot, było, a nie ma. Cała filozofia.

Oczywiście, już zdążyłam ściąć się z Osobistym, musi być taki jeden dzień, co tydzień. Chyba się do tego nawet przyzwyczajam. Słowo daję, jeśli akurat będzie tydzień bez kłótni, to chyba padnę z wrażenia. Wydaje mi się nawet, że już kiedyś dochodziłam do tej konkluzji. Wtedy nie padłam, ale następnym razem, kto wie.

A poza tym wszyscy zdrowi, dziękuję. Czytam Chmielewską, po raz nie wiadomo który, planuję zagiąć Mr. Englishmana tym, że akurat zaliczę ten cholerny test, księżyca ubywa, czekam Yule i maluję paznokcie.

by irouge | 2009-11-12 22:06:09 | skomentuj! (0)

# taś, taś, taś

Piszę tak z przyzwyczajenia.
Piszę, bo tu pustawo jakoś, a to listopad już.
Więc - jest w porządku. Zaobserwowany wzrost systematyczności w stosunku do lat zeszłych. Rytm pracy - w porząsiu.
Wszystko piknie, tylko kasy brak.
Przypowieści - również.

Chociaż, wędrując największym cmentarzem Miasta Fabryk i Brudu, gdy słyszy się rozmowę żony z mężem, o tem, jak to zakazane jest, by mąż puszczał sobie muzykę, gdy szanowna żona z córką oglądają Brzydulę, myśli pojawiają się różne. Tym różniejsze, że żona łaja swego męża zupełnie na poważnie, na dodatek na cmentarzu, w przededniu refleksji nad śmiercią i przemijaniem (acz, wydaje mi się, że nigdy dobry katolik nie powinien o śmierci zapominać, w końcu skazał się na jedno życie). Hm, no dobrze.


A tak już z myśli najabstrakcyjniejszych: w sumie, to chciałabym już święta. ;)

by irouge | 2009-11-04 16:37:31 | skomentuj! (0)

# Abnegacja

Przeglądam deviantarta, szczerze chcąc dodać coś do swoich ulubionych zdjęć. Cokolwiek, coś.
Nie wiem, co się ze mną dzieje, ale chyba żem widziała już wszystko. Zdjęcia z reguły są nudne, albo jakieś takie nijakie.
Wszystko poza Mr. Ibarra. Naprawdę polecam.

Wracamy do starych zasad.
Stare zasady polegają na tym, że Mr. Englishman obraża mnie, ja obrażam jego, a cała grupa się cieszy.
Cóż zrobić, gdy Mr. Englishman nie widzi różnicy między cieślą a stolarzem.
(tak, chyba jestem na niego zła - chciał ze mnie zrobić nauczyciela)
Ale zawsze fajnie jest usłyszeć od kolegi, że tyle szczęścia wróciło do grupy.


Przepraszam za lapidarność, ale jest ona jedynym sposobem - chyba - na to, by ten wpis miał jakiś sens. Sieję dzisiaj takim chaosem, gdy mówię, że samą siebie ledwie rozumiem.
A to zdarzyło mi się chyba ze dwa razy w życiu.

by irouge | 2009-10-21 22:04:34 | skomentuj! (0)